Miłkowice woj. wielkopolskie

Rzeka Warta, zbiornik Jeziorsko

Zbiornik Jeziorsko
Opowiadanie dziadka Antoniego, uzupełnienie 
hallas.pl.tl/9-.--Rzeka-Warta-i-zbiornik-Jeziorsko.htm 
 


Rzeka Warta, to trzecia pod względem długości - 808,2km. - rzeka Polski, prawy dopływ Odry.  Bierze swój początek w okolicach Zawiercia w Kromołowie. Oto legenda związana z nazwą rzeki.
Tam, gdzie kopulaste wzniesienia wyznaczają zachodnią granicę pasma jurajskiego, położony jest Kromołów - miasto wywodzące swój rodowód z XII-wiecznych zapisów papieskich. Był on kiedyś ważnym ośrodkiem tkactwa, dzięki zapobiegliwości możnych właścicieli Bonerów, Firleyów i Warszyckiego.
W 1870 roku za okazywanie dążeń niepodległościowych zaborcze władze carskiej Rosji pozbawiły Kromołów praw miejskich i przyłączono go do Zawiercia. Wtedy to nastał okres jego upadku. Kto by dzisiaj pamiętał o tym mieście, gdyby nie małe źródełko, znajdujące się w podziemiach murowanej kapliczki św. Jana Nepomucena. Kapliczka ta stoi na skrzyżowaniu dróg prowadzących do Kielc, Częstochowy i Siewierza.
Nikt nie wie, kiedy wytrysnęło źródełko. Jedna z legend głosi, że było to w czasach średniowiecza, gdy rycerze przywdziewali pierwsze żelazne pancerze. Pewnego upalnego lata na rozstaju leśnych dróg, stał na warcie rycerz imieniem Jan, zakuty w taką właśnie zbroję. Upał bardzo mu dokuczał, ale nie mógł opuścić posterunku. Zaczął więc modlić się do swojego patrona o kilka kropel deszczu. Jednak nim skończył, zemdlał. Po pewnym czasie odzyskał świadomość, dzięki wodzie sączącej się ze szczeliny. Z wdzięczności za wysłuchanie jego modlitwy, zrobił drewnianą kapliczkę, którą ustawił przy tajemniczym źródle. Inna z legend mówi, że woda tryskająca ze źródełka, jest łzami pięknej pasterki z Kromołowa. Opłakuje ona swój los, uwięziona w podziemiach kapliczki, gdyż okazała nieposłuszeństwo wysłannikowi piekieł. Woda tryskająca z tego źródła, utworzyła strumyczek, który wraz z wodą z innego źródła i kilkoma dopływami stał się okazałą rzeką Wartą.
Mapa z roku 1778 rzeka Warta okolice Miłkowic
Łukasz Syczewski geometra przysięgły
W okolicach Miłkowic była to już rzeka krnąbrna, wędrującą po pradolinie na przestrzeni czterech kilometrów od Popowa do wysokiej skarpy, na której położone były Miłkowice, oddalone około kilometra od głównego nurtu rzeki. Po powodziach Warta zmieniała koryto zbliżając się do Miłkowic. Pozostawiała za sobą jeziorka i głębokie doły zapełnione wodą, starorzecza.
Na rzece Warcie istniało wiele młynów wodnych. Najbliższy był na Młynach Strachockich.  Na wprost Młynów widoczne były na rzece pale, pozostałość po młynach wodnych.
Młyny wodne na rzece Warcie były likwidowane na przełomie XVIII i XIX wieku decyzją władz pruskich, które chciały doprowadzić do tego, aby rzeka była spławna. Młyny były oczywiście przeszkodą dla tratw, łodzi i drewna spławianego rzeką. Za panowania pruskiego zniknęły w zasadzie wszystkie młyny aż do Sieradza. W XIX wieku Warta była rzeką spławną. Pisze o tym Kolberg:
Z wiosną handlarze drzewni, podobnie jak i dawniej, spławiają na większych rzekach, mianowicie Warcie, drzewo w różnej obróbce. „Kwitnął niegdyś i handel. Rzeka Warta mniej więcej do miasta wojewódzkiego Sieradza przez rozliczne konstytucye sejmowe spławną uczyniona, dostarczała klepek dębowych do Szczecina. Nie wstydziła się jeszcze szlachta zapuszczać za handlem na Podole, Wołyń, Ukrainę i Węgry, skąd tabory koni, stada wołów lub trzody chlewnej przypędziwszy, takowe Slązkowi do Brzega lub Wrocławia dostarczała, a nakupiwszy tamże pasów, ciężkich materyj, płótna holenderskiego, korzeni, śledzi i sztokfiszu, z znakomitym zyskiem do domu powracała. Rzetelność w dotrzymaniu słowa, była główną kredytu podstawą.
Należy przypuszczać, że w 1809 roku istniał most na rzece Warcie. Józef Biernacki w 1809 roku organizował siły zbrojnej województwa kaliskiego wzdłuż linii Warty. Miały one za zadanie powstrzymać na przeprawach nieprzyjacielskie patrole. Oto fragment pamiętnika, gdzie wymienia się most na Warcie w Miłkowicach.
W tym celu 24 kwietnia rozkazał komendant departamentowy wyruszyć gwardii narodowych wszystkich powiatów do mostów na rzece Warcie dla strzeżenia tychże na posterunki następujące: powiat koniński – Konin, Koło; kaliski – Uniejów, Miłkowice; powiat wartski – Mikołajewice, Warta.
W pamięci mieszkańców przetrwała pamięć dawnego mostu, który usytuowany był przed Młyńską Górą. Fragment Kroniki Parafialnej odwołuje się także do sprawy mostu: „Cmentarz ciałopalny ciągnął się pasem wzdłuż rzeki od byłego mostu pod Młyńską Górą, tak bowiem nazywano w miejscowym określeniu to wzniesienie…”
Mój tato też o tym fakcie wspominał. Nikt jednak nie potrafił podać dokładnej lokalizacji mostu. Zatem informacje pochodzące z 1809 roku dotyczące mostu mogą być zasadne. Do tej pory wiadomo było, że istniał prom w okolicach Zasp Miłkowskich, bród na rzece obok Młynów Strachockich. W 1863 roku prom należał do W. Bogdańskiego. W okresie wzmożonego rozwoju miasta Łodzi, na rzece Warcie także zbudowano prom. Tędy wiodła krótsza droga do miasta, które odegrało ważną rolę w rozwoju tych terenów. Właścicielami promu byli mieszkańcy Miłkowic - Osiwała i Tutak. W 1928 roku oddano do użytku most w Miłkowicach, wybudowano drogę do Popowa dostosowując jej wysokość do poziomu mostu.
 
 Poświęcenie i  otwarcie mostu na rzece Warcie w Miłkowicach:
Po długich wyczekiwaniach licznych pokoleń znacznego odłamu społeczeństwa powiatu tureckiego, a zwłaszcza dwóch gmin– Luboli i  Niemysłów, wchodzących do powiatu tureckiego została zrealizowana jedna z ważnych kwestii, trapiąca ustawicznie tysiące ludzi. Oto most, który nie znikał z ust ludności oddzielonej od miasta powiatowego i reszty powiatu rzeką Wartą nareszcie stanął i po poświęceniu przez proboszcza parafji Miłkowice ks. Piotrowskiego został oddany do użytku publicznego 20 października rb.
 
   
Na krótkim odcinku drogi Popów – Miłkowice istniały aż cztery mosty. Nad samą rzeką leżały dwie wsie, Zaspy i Młyny Strachockie położone nad samą wodą.

Powodzie

Rzeka Warta wylewała często. Powodzie na Warcie opisuje już Jan Długosz: "Pierwsze zapisy o powodziach nad Wartą sięgają początków państwa. Jan Długosz w "Historii Polonica" - kronice pisanej w latach 1455-80, odnotowuje, że w 988 roku miały miejsce powodzie, które trwały niezmiernie długo i spowodowały klęski głodu i pomory. Pisał: "Wisła, Odra, Warta i inne polskie rzeki podmywają, podrywaja brzegi swoich koryt i dużo drzew wraz ze sporymi kawałkami ziemi zabierają czasem z całymi wioskami".7
Z dostępnych opisów historycznych wynika, że największe powodzie roztopowo-zatorowe w zlewni Warty i dorzeczu Odry wystąpiły dotychczas w kwietniu 1785 r. gdzie po dużych opadach śniegu w okresie zimowym wszystkie lokalne obwałowania zostały przerwane i jak podają materiały kronikarskie wszystkie osiedla wzdłuż Warty i Odry zostały zalane do wysokości okien, a niektóre nawet po dach. Brak jest jednak szczegółowych i konkretnych informacji na ten temat. W okresie prowadzonych pomiarów wodowskazowych największe wezbranie roztopowo-zatorowe wystąpiło wiosną (w marcu) 1947 roku, gdzie po ostrej zimie rzeka Warta objęta była pokrywą lodową sięgającą w rejonie górnej Warty od 20 cm do 40-60 cm grubości w rejonie wodowskazu Sieradz. Raptowne ocieplenie w połowie marca przyczyniło się do wzrostu stanów wód osiągając wielkości 597 cm w dniu 19 marca 1947 r. Stan ten uznawany jest jako absolutne maksimum dla tego przekroju wodowskazowego…
Wzburzone fale rzeki Warty Ostrów Warcki
Nie mniej groźna była powódź po zimie 1978/79, gdzie w okresie marca wiosenne wezbrania wód połączone ze zjawiskami lodowymi przyczyniły się do przekroczenia stanów alarmowych. Również w okresie letnim miały miejsce groźne powodzie, wywołane głównie długotrwałymi opadami. Jedno z większych tego typu wezbrań miało miejsce w 1854 r., gdzie według opisów ulewne i długotrwałe deszcze, które miały miejsce w lipcu, pokryły wodami prowincję poznańską i doprowadziły olbrzymie masy wód do Warty i innych rzek. Okres tej powodzi przeciągnął się na miesiąc sierpień, gdyż nowe opady właśnie na początku tego miesiąca powodowały, że każda nowa fala trafiała na wypełnione koryto i posiadała katastrofalny charakter. Podobna co do wielkości powódź wystąpiła w lipcu 1903 r. W okresie notowanych stanów wody, największe wezbrania letnie wystąpiływ 1960 r. (lipiec), 1977 (sierpień) oraz oczywiście w 1997 r. (lipiec) gdzie stan na wodowskazie w Sieradzu osiągnął wartość 572 (co odpowiada przepływowi 387 m3/s).
Miłkowiczanie w walce z żywiołem
Kazimierz Osiewała wspomina powódź z roku 1927. W roku 1927 w marcu powstał na rzece Warcie wielki zator lodowy. W trosce o utrzymanie mostu zdjęto jego drewnianą, wierzchnią część. Kry, które łamiąc się o izbice spiętrzały się niewiarygodnie wysoko, zagrażały całej konstrukcji mostu. Podjęto decyzję, aby je odpychać bosakami zmniejszając napór na most. Najbardziej odważni i silni Miłkowiczanie stanęli na palach mostu i stawili opór gromadzącym się zwałom lodu. Był to jednak nierówna batalia. Napór i siła lodu spowodowała upadek dwóch mężczyzn, którzy znaleźli się w lodowatej wodzie, wśród ścierających się i nachodzących na siebie kawałów lodowej kry. Sytuacja była tragiczna. Stojący nad brzegiem ludzie chcieli przyjść im z pomocą, ale nie bardzo wiedziano jak to uczynić. Józef Osiewała wezwał ochotników, którzy popłynęliby z nim na łódce ratować Szymczaka i drugiego mężczyznę ledwo już utrzymujących się przy życiu w wodnej kipieli. Zgłosił się Gozdal z Młynów. Wspólnie z Osiewałą podjęli akcję ratowniczą, sami narażając się na wielkie niebezpieczeństwo. Udało im się uratować obu mężczyzn. Był to czyn bohaterski, który został doceniony przez uratowanych i mieszkańców Miłkowic. Wyłowionych z wód rozszalałej rzeki otoczono opieką w domostwie Osiewałów, które znajdowało się najbliżej rzeki. Owinięci w koce, w suchych ubraniach, w jakie odziali ich mieszkańcy domu, pojeni na rozgrzewkę wódką, dochodzili do siebie. Wśród obserwujących powódź i pomagających w zmaganiu z rozszalałym żywiołem, wybuchły spory. Uważano, że władze narażały ludzkie życie podejmując tak ryzykowne decyzje. Obwiniano wójta Ruszczyńskiego za wyrażenie zgody na wysłanie ludzi w tak niebezpieczne miejsca na rzece. Most uratowano, ale mało brakowało, aby rzeka nie upomniała się o ofiarę w ludziach.
Zator lodowy pod wsią Miłkowice 1937 r. Most był zagrożony. Akcja ratunkowa trwała przez całą noc. Do Łodzi nadeszła dziś rano wiadomość o groźnej sytuacji w kilku wsiach, położonych w pobliżu Warty w województwie łódzkim. We wsi Miłkowice z płynącej kry utworzył się olbrzymi zator. Rzeka tak wezbrała, że lada chwila groziła zmyciem mostu, a zbiornik wody groził zalaniem całej okolicy.
Pomimo późnej nocy zorganizowano natychmiast akcje ratowniczą. Na miejsce przybył inżynier drogowy, p. Czerkaski i przy pomocy miejscowej i okolicznej straży ogniowej oraz ludności przystąpił do usuwania groźnej kry. Akcja trwała niemal do rana. Obecnie niebezpieczeństwo minęło całkowicie, gdyż wody już spłynęły. Identyczna sytuacja wytworzyła się w pobliżu wsi Siedlqtków i Łęg, gdzie woda zalała już pola. Intensywna akcja ratunkowa trwała również we wsiach Balin i Budy Uniejowskie.9
Warta wylewała prawie co roku na wiosnę, a niekiedy także latem. Drewniane izbice z metalowymi okuciami stanowiły przeszkody dla kry lodowej. Ustawiane przed filarami mostu miały za zadanie ochronić podporę mostu przed napierającym lodem. Kry łamały się na nich z hukiem, który przerażał. Były jednak skuteczne i broniły mostu.
Mosty na rzece Warcie, droga Popów-Miłkowice. Droga Popów Miłkowice. (Relacja p. Kazimierza Osiewały.)

Zdjęcie mostu z czasów II wojny. Na drugim planie widać zagrodę Osiwałów, lasek, w oddali cmentarz.


 Most na starorzeczu lata sześćdziesiąte XX wieku
Most na rzece Warcie w Miłkowicach zbudowano w 1926 rok. (przypisek mój - Budowę mostu rozpoczęto w 1928 roku. Zbudowano go w trzy miesiące.) Most był drewniany. Miał skrócić drogę z Kalisza do Łodzi. Za mostem istniała już droga utwardzona żwirem, była jednak nisko położona i dlatego w czasie powodzi często zalewana. Przez starorzecze wiodła grobla stanowiąca część drogi na tym odcinku. Rozdzielała dwa stawy Sieradzana i Osiewały. Inne miejsca starorzecza – Rudawiec - też był w ten sposób zabezpieczony. Most na pewno istniał na rzeczce Pichnie i przy wjeździe do Popowa. Jeszcze przed wojną Polacy zaczęli prace przy podwyższeniu drogi od strony Popowa. Kopano ziemię na górze obok szkoły rolniczej i robiono nasyp na drodze. Góra porośnięta była malinami, które w sezonie zbierali okoliczni mieszkańcy. Część zbioru trzeba było jednak oddać właścicielowi. Pan Kazimierz pod opieką siostry Zofii odbywał też drogę do Popowa, aby brać udział w zbiorach malin i trasa ta była mu dobrze znana. Pewien jest istnienia mostu na Pichnie, gdyż w drodze powrotnej stawali na moście przyglądając się rozlewiskom rzeki po prawej stronie mostu.
Mosty służyły też mieszkańcom do przewozu budulca, kamienia wapiennego, z wapienników po prawej stronie rzeki za Popowem. Dom wybudował wtedy Andryszek, który skorzystał z nowego mostu i krótszej drogi.
Drogą wożono z folwarków majątku Rudniki zboże do młynów znajdujących się po lewej stronie rzeki i na sprzedaż. Ciężkie wozy zwane kolejniakami1) i półtorakami2) naładowane zbożem, każdy ciągniony przez cztery konie, przejeżdżały przez most nocą. U p. Osiewałów słuchać było stukot końskich kopyt i skrzypienie wozów, szczególnie zimą.
Zniszczony przez Polaków most we wrześniu 1939 roku, aby uniemożliwić przejście Niemców przez rzekę, został wyremontowany przez Niemców. Przedwojenny był węższy niż wyremontowany przez Niemców. Miał też inną konstrukcję. Belki były teraz podwójne, wzmocnione skośnie ściętymi wkładkami dębowymi. Izbice przy dawnym moście były postawione przy samym moście, wybudowane przez Niemców były już w pewnej odległości od mostu. W czasie remontu mostu obok uruchomiono prom, którym można było się przeprawiać na drugą stronę rzeki. Prace kowalskie wykonał przy moście kowal Stanisław Kaczmarek, także przy tym zbudowanym już po wojnie.
Podwyższono też drogę Miłkowice Popów. Nasyp miał zapobiec zalewaniu drogi. Przy tych pracach zatrudniono ludzi, którzy przyjeżdżali z okolic Dobrej na rowerach. Sypali do worków ziemię z góry w Popowie, ładowali do wagoników ciągnionych przez dwie lokomotywki. Dla kolejki zbudowano tory i w miarę posuwania się prac przekładano je. Bliżej mostu w Miłkowicach kopano ziemię z łachy piasku obok rzeki i formowano nasyp. Część drogi obok mostu wzmocniono kamieniami i cementową zaprawą. Pobudowano na trasie Popów Miłkowice nowe mosty, a stare wyremontowano. Łącznie było teraz 5 mostów: główny most w Miłkowicach, most na starorzeczu między stawami Osiewałów i Sieradzanów, most na Rudawcu, na rzece Pichnie i na rozlewisku koło Popowa. Drogę budowali najpierw Polacy, w czasie wojny Niemcy. Jesienią 1939 roku przyjechała ekipa z Monachium z kierowcą znającym język polski. Zatrzymali się w domostwie p. Osiewałów. Poszli obejrzeć teren i drogę między Popowem i Miłkowicami. Przewodnikiem był Józef Osiewała.
Drogę podwyższono na niektórych odcinakach około 2 metrów. Ułożone na nasypie tory kolejki wąskotorowej służyły do przewozu ziemi najpierw z pagórkowatego terenu obok Popowa, a później z wysokiej łachy piasku rzecznego z prawej stronu rzeki Warty. Po torach jeździły dwie lokomotywy ciągnące około 20 wagoników. Przy budowie drogi pracowało około 60 robotników.
Bogumił Skąpski uzupełnił informacje. Pierwszy most przed Popowem istniał już w czasie, gdy był tutaj dwór. Na małym zbiorniku wodnym zwanym Bąkowym Stawem lub Bąkowym Dołem, od nazwiska właściciela gruntu, funkcjonował młyn wodny. Woda spływająca z turbiny młyńskiej prawdopodobnie pogłębiła staw. Była ona doprowadzana do młyna z rzeczki Pichny specjalnie przekopanym rowem. Na rzeczce Pichnie także był młyn wodny i most. Zbudowano na rzeczce na potrzeby młyna tamę, w związku z tym za mostem na Pichnie woda rozlewała się szeroko po łąkach i bagnistych terenach tworząc rozlewisko. Młyny z biegiem czasu uległy zniszczeniu, pozostały tylko pale na dnie stawu obok Popowa. Staw miał ponad 6 metrów głębokości. Z biegiem czasu wszystko zarosło wodorostami, pochylone drzewa zagłębiły się wodzie tworząc plątaninę niebezpieczną dla pływaków. Aby zniechęcić dzieci do kąpania się, powielano informacje o bombie, która tam miała spaść, a nawet o czołgu leżącym na dnie zbiornika. Pan Skąpski, jako młody chłopiec, próbował w tym miejscu swoich umiejętności do nurkowania w latach sześćdziesiątych XX wieku. Nieudana próba zejścia na dno stawu, kiedy zaplątał się w wodorosty i nie mógł wypłynąć na powierzchnię, omal nie zakończyła się tragicznie. Jest jednak pewien istnienia tam mostu, który widać na zdjęciu, a także mostu na rzece Pichnie. O rozlewisku na Pichnie wspominał też p. Kazimierz Osiewała.

Malowniczo położona rzeka Warta była miejscem wypoczynku dla mieszkańców Miłkowic, okolicznych wsi i miasteczek, a także mieszkańców Łodzi. Plaże, czysta woda, brzegi porośnięte łozami, balsamiczne powietrze nasycone żywicznym zapachem pobliskich lasków, przyciągały wczasowiczów. Płytka woda na niskim brzegu rzeki była ulubionym miejscem kąpieli i zabaw dla dzieci.