Miłkowice woj. wielkopolskie

Historia i terażniejszość


Miłkowice
historia i teraźniejszość


  

 Walenty Kaczmarek z rodziną, matką, żoną, synami.
 


Janina Frącala z d. Miłosz  lat 87 mieszkanka Zasp Miłkowiskich
udostępniła zbiory własne fotografii rodzinych

 
 
Fotografie ślubne




Pogrzeb członka rodziny Frącalów, żałobnicy zmierzają do kościoła.
 

Danuta Misiak rozmawia z 76-letnią mieszkanką Zasp Miłkowskich Janiną Frącala 22.03.2012

 

Jak wyglądał dawny dwór?
Dworu już nie pamiętam, ale słyszałam o nim od rodziców. Przed wojną została tylko parterowa budowla zwana oficyną albo kuchnią. Dół budowli zajmowały piwnice. Właścicielem był Marliński. Część dworu został rozebrana, gdyż pokutowały tam duchy nie dające żyć ludziom. W czasie wojny wszystko rozebrał Niemiec Krauze i postawił na fundamentach dworu drewniany dom.W domu zamieszkiwanym później przez Wasiaka mieściły się spichrze, gdzie przetrzymywano zboże. W piwnicach, mających wejście od drugiej strony, trzymano konie. Do tego domu wiodła malownicza aleja grabowa.
Po dawnym dworze pozostały już tylko na wzgórzu nad rzeką kamienie luźno rozrzucone. Dopóki jest niski poziom wody w zbiorniku, można je oglądać. Najczęściej gromadzą się tam stada ptactwa, szczególnie kormoranów, dzikich gęsi i kaczek.
We dworze zamieszkiwały także dwie siostry krawcowe, Masłowskie. Były małego wzrostu, co je wyróżniało w sposób szczególny. Szyły dla dworu. Po opuszczeniu dworu przez dziedziców przeprowadziły się do baraku stojącego obok drogi wiodącej do rzeki, za cmentarzem. Przebywały tam aż do śmierci.
Jak wyglądała wieś Zaspy?   
Wieś była duża, liczyła około 130 mieszkańców. Zabudowa była tak chaotyczna, że chodzący po prośbie „dziad”, nie mogł trafić i błądził wchodząc kilka razy do tej samej chaty. Pierwotnie zabudowa ciągnęła się po obu stronach drogi, później domy stały już tylko nad rzeką. Dzisiaj zostało już tylko kilka zabudowań położonych nad zbiornikiem.
Co ciocia wie o historii kościoła?
Tomasz Bogdański zbudował nowy kościół(1850-1870 przypis mój), który niezbyt długo służył parafianom. Podobno został spalony w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach, różne były podejrzenia. Kiedy przystąpiono do budowy nowego kościoła(1880-1882 przypis mój), wypalano cegły w kilku miejscach. Jedna z cegielni mieściła się na polu Człapy, obok cmentarza. Dzieci idące do szkoły brały po kilka wypalonych już cegieł i niosły na miejsce budowy kościoła. Cała społeczność uczestniczyła w pracach na rzecz budującej się świątyni.

Ciąg dalszy rozmowy z panią Janiną Frącala 3 maja 2012.

Wojenne losy ks. Krzesińskiego
Po wkroczeniu Niemców do Miłkowic los ks. Krzesińskiego został przesądzony. Niemcy znęcali się nad nim, bili go i poniżali. Kiedy zaczęli remontować zniszczony most, wykorzystali do tego także masywne ławki kościelne. Uzyskane tą drogą deski musiał układać i przybijać także ksiądz. Po aresztowaniu w 1941 roku w Miłkowicach pozostała jego matka. Kiedy przesłano jej zakrwawioną i zabłocona sutannę, nie wytrzymało matczyne serce bólu po zagładzie syna. Zmarła w Miłkowicach. Pochowano ją na miejscowym cmentarzu. Pozostał tam, aż do likwidacji cmentarza, prosty, cementowy nagrobek, podwójnie szeroki, jakby miał mieścić także drugą osobę. Może to było miejsce dla jej syna?!
Zatargi z ks. Karolem Morozowiczem
Znana była porywczość księdza, który bez przebierania w słowach ganił parafian z ambony i na co dzień. Wywoływało to duże niezadowolenie wiernych i przyczyniło się do samorzutnego odejścia księdza z parafii, kiedy doszło do incydentu w czasie kazania. Księdzu nie podobał się ruch krótko przystrzyżonych wąsików u jednego z uczestników mszy. Czując się zlekceważony postawą parafianina w czasie głoszenia kazania wielce niepochlebnego dla mieszkańców, zszedł z ambony aby wymusić właściwą postawę u krnąbrnego słuchacza. W obronie zaatakowanego stanęli inni mężczyźni próbując zdjąć z duchownego szaty liturgiczne łącznie z sutanną. W tej sytuacji ksiądz rejterował i pod osłoną nocy wyniósł się z plebanii, aby nigdy już tutaj nie powrócić.
Kościół (1850-1880)wybudowany przez Tomasza Bogdańskiego miał tak krótki żywot, gdyż został podpalony.  Informacja przekazana przez Piotra Frącalę, który rozmawiał z nieżyjącymi już starymi ludźmi i w ich pamięci zachowała się taka wersja wydarzeń.
W czasie budowy nowego kościoła majster kierujący budową został dotkliwie pobity w karczmie znajdującej się nieomal naprzeciw kościoła. Miał pokaleczoną głowę i głębokie rany. Rzucił coś w rodzaju przekleństwa na mieszkańców i budowlę, którą wznosił. Miała mieć ona tyle usterek, ile odniósł ran. O dziwo, jego słowa się wypełniły. Trudno ustalić, czy celowo fuszerował swoją pracę, ale faktem jest, że:
Nowy kościół okazał się budowlą niezbyt solidną i wcześnie zaczęły się kłopoty z jego utrzymaniem. Ks. proboszcz Wacław Piotrowski już w 1928 r. alarmował w Kurię Biskupią, że „kościół grozi zawaleniem”.[27] Zaczęły się rysować ściany i stropy; w każdej chwili mógł się zawalić portyk, zbudowany na wysokich filarach przed wejściem frontowym. Zagrożenie zawalenia portyku było już tak duże, że w 1929 r. musiano zamknąć frontowe wejście do kościoła. Chociaż rozebrano tympanon oraz sklepienie nad portalem kościoła,[28] nie usunęło to niebezpieczeństwa zawalenia się frontu budynku.(fragment opracowania ks. Rulki)
Wygląd dworu i pikantne szczegóły z życia mieszkańców. Pani Frącala samego dworu nie pamięta, gdyż był już wtedy pozbawiony piętra rozebranego przez Marlińskiego, ówczesnego właściciela. Parterowa budowla zawsze pomalowana była na biało, ozdobiona nadokiennymi rzeźbionymi ornamentami. Wejście do dworu zdobiły cztery kolumny. Do dworu wiodła aleja kasztanowa, a dwór z sadami łączyła aleja grabowa, która zachowała się aż do czasów budowy zbiornika. Wokół było wiele kwiatów.
Na miejscu dawnego dworu na wyspie herbowi właściciele urządzali przyjęcia dla gości. W opowiadaniach przetrwała sensacyjna wiadomość odnośnie charakteru tych spotkań. Podobno wiejscy chłopacy podpłynęli do wyspy i podglądali z ukrycia bawiącą się szlachtę. Było na co popatrzeć…

Znaleziska na terenie starego dworu

Zdjęcia przedmiotów - Katarzyna Studzińska

Wieś Zaspy.
Dawno temu zabudowa wsi była bezładna, dopiero później domostwa usytuowane zostały wzdłuż drogi wiodącej nad rzeką do dworu. Oddzielna droga prowadziła przez Kąty prosto do dworu. We wsi znajdowała się karczma, gdzie chłopi często upijali się. Z biegiem czasu zabudowania wsi zostały tylko nad rzeką, a w końcu zbiornik pochłonął je także. Dzisiaj wokół domu pani Frącali powstało piękne osiedle domków wypoczynkowych 

Przypis mój:
Należy zainteresować się:
- Szkolnictwem na terenie Kongresówki, gdzie znalazły się Miłkowice, gdyż nie mam żadnych informacji na ten temat. Moja babcia opowiadała, że uczyła się potajemnie. Dzieci zbierały się po troje, czworo i zapoznawały się z tajnikami pisania i czytania w języku polskim. Chodzące po wsi patrole rosyjskie kontrolowały ten stan rzeczy. Ktoś zawsze obserwował drogę i gdy stójkowy się zbliżał, wszyscy chowali książki w przygotowany wcześniej pojemnik na popiół. Nauczanie w języku polskim było zabronione. Z wypowiedzi powyższej wynika, że szkoła jednak była.
- W jakich okolicznościach doszło do spalenia kościoła pobudowanego w 1850 roku?


29 stycznia 2018
Pan Kazimierz Osiewała ujawnia wydarzenia sprzed lat.

 
Piotr Ruszczyński, mieszkaniec Miłkowic, sprawował w Miłkowicach w okresie międzywojnia funkcję sołtysa.W 1937 roku był wójtem gminy Jeziorsko. To właśnie on sterował akcją ratunkową ochrony mostu w czasie wielkiej powodzi wiosennej na rzece Warcie w 1937 roku. Piotr Ruszczyński pobudował dom i budynki gospodarcze siedliska rodziny Ruszczyńskich.


Pan Kazimierz potwierdza też informację, że stara wieś Miłkowice położona była się wzdłuż drogi 83. Największe skupisko zabudowań ciągnęło się od Krzyżówek, po lewej stronie drogi, w kierunku Strachocic. To właśnie tam mieszkali: Kaczmarkowie, Marcinkowscy, Baranowscy i inni. W czasie okupacji ogień strawił całe skupisko domów na linii od Kaczmarka do Stępniewskiego. Pan Kazimierz był świadkiem pożaru. Domy te nigdy nie zostały odbudowane w takiej kolejności, jak ustawione były pierwotnie.


W budynku zajmowanym ostatnio przez rodzinę Piestrzyńskich, za szkołą, mieszkali przedtem podobno Kaczmarkowie, a ściślej Andrzej Kaczmarek, który według innych jeszcze źródeł był pracownikiem młyna, jak twierdzi nasza informatorka „rocznik 1934”, to jest jednak niemożliwe, gdyż młyna nigdy w Miłkowicach nie było, były tylko dawniej młyny wodne na Warcie. Wiatrak znajdował w okolicach dzisiejszego cmentarza, którego istnienie potwierdza też pan Kazimierz. Właścicielem wiatraka był Kaczmarek, niespokrewniony jednak z klanem Kaczmarków z Miłkowic. Wiatrak ten został przeniesiony później pod las i długo jeszcze na polu, gdzie stał, leżał duży kamień młyński.


Piekarnia w organistówce w czasie wojny.
W czasie okupacji Niemcy uruchomili w budynku organistówki obok kościoła piekarnię. Tam właśnie zatrudnili jako piekarza albo Kaczmarka, albo syna Kucharskiego. 
Pan Kazimierz daje też dobre świadectwo zakładowi masarskiemu Wypychowskiego, o którym informowaliśmy, gdzie kupował doskonałe wędliny w prowadzonym przez Wypychowskiego sklepie.


Historie mrożące krew w żyłach!!! 

F.Sbył właścicielem wiatraka usytuowanego nad rzeką Wartą, który spłonął. Miał bardzo urodziwą i przyciągającą wzrok żonę, trzech synów i córkę. Angażował się w działalność ludowców, był organizatorem i działaczem PSL na tym terenie. U niego organizowane były zjazdy członków PSL, bawił tutaj podobno nawet Wincenty Witos. W czasie okupacji kierował komórką ruchu oporu. Znalazł się jednak ktoś, komu to przeszkadzało i powiadomił o tym władze niemieckie. Niemcy zorganizowali obławę i wszystkich biorących udział w spotkaniu aresztowali. Wywieziono ich do obozów koncentracyjnych. Los więźniów nie jest znany. F.S. przebywał w obozie w okolicach Szczecina, przeżył obóz, wrócił i poszukał sprawiedliwości. Podzielił się z polskimi władzami powojennymi informacjami na temat denuncjatora. Urządzono na niego obławę, grupa ubeków stanęła obok mostu, doprowadzono podejrzanego, zabrano i zamknięto w areszcie. Skazany został przez sąd za zdradę na 25 lat więzienia. Osiedział karę i wrócił do domu. F.S.  jednak nie czekał na niego, z najstarszym synem wyjechał z tego terenu i osiedlił się w Szczecinie. Los pozostałej rodziny nie jest znany.


W okolicach Miłkowic grasowała banda 
Dosyć szokujące są informacje z pierwszych powojennych lat, kiedy to ujawniły się talenty do zdobywania nielegalną drogą środków do wzbogacenia się. 
Przed wojną W.R. (takie będzie nosił tutaj inicjały), na skutek rodzinnych zawirowań, został wychowankiem rodziny mieszkającej za rzeką Wartą. Po wojnie osiedlił się w mieście W., gdzie stworzył sprawnie działającą bandę okradającą sklepy i bogatszych ludzi. Mieszkali w piwnicach pełnych szczurów, ale tam trudniej było ich namierzyć. Kiedy grunt zaczął im się palić pod nogami przenieśli się w okolice Miłkowic, gdzie W.R. prezentował się jako marynarz z bronią u boku! Niejasne są informacje dotyczące legalności posiadania stroju i broni. Prowadził dalej swoją działalność ukrywając się z członkami gangu w stodołach i w domach położonych daleko od wsi. Siatka przestępcza działała sprawnie, ale milicja i służba bezpieczeństwa wpadła na ich trop. Jeden z członków gangu odmówił współpracy i to właśnie jego znaleziono martwego w wiklinach na prawym brzegu Warty. Został zastrzelony na moście, wrzucony do rzeki i woda zniosła go na brzeg. – To wydarzenie pamiętam, ale nie widziałam, z czym tę śmierć skojarzyć. Teraz już wiem! - Członkowie bandy przemieszczali się na terenie od Miłkowic aż po Sieradz, tropieni przez organy ścigania. W końcu doszło do nieporozumień między kierownictwem bandy i niedoszły ksiądz, który w czasie wojny pracował w niemieckim przedsiębiorstwie budowlanym w Miłkowicach i gdzie zapoznał się z W.R. zastrzelił na dworcu kolejowym między Sieradzem i Łodzią wspólnika W.R., a sam zginął w czasie zorganizowanego za nim policyjnego pościgu.

Informacja Piotra Tameczki
 

Obwieszczenia Publiczne 1920 nr 5

REJESTRY HANDLOWE.

Do rejestru handlowego, działu A sądu okręgowego w Kaliszu wciągnięto następujące firmy:

 

pod numerem 1736 "Władysław Wypychowski", sprzedaż mięsa i wyrobów masarskich na jarmarkach oraz sklep kolonjalny we wsi Miłkowice, gm. Ostrów-Wartski, pow. Tureckiego; właściciel Władysław Wypychowski w Miłkowicach;

Nawet wiem, gdzie był ten sklep. Mieścił się prawie na wprost kościoła w budynku stojącym szczytem do drogi. Budynek ten już nie istnieje.