Miłkowice woj. wielkopolskie

Cmentarze

Cmentarze

Najstarszy cmentarz znajdował się od zawsze obok kościoła. Rozciągał się w kierunku wschodnim. Dosyć trudno określić jak długo był tutaj zlokalizowany, ale około XIV wieku już chyba istniał, tak jak kościół. Budowa kościoła w 1882 roku miała istotny wpływ na likwidację starego cmentarza, lub terenu cmentarnego, położonego obok kościoła.
- Część cmentarza przykościelnego (0,25 ha) otoczono parkanem z kamienia polnego; reszta cmentarza pozostała poza ogrodzeniem.- pisze ks. Rulka w swojej pracy „Z dziejów kościoła parafialnego w Miłkowicach”
Na mapie Królestwa Polskiego z 1839 roku, która znajduje się pod adresem
http://milkowice.pl.tl/_-Formowanie-si%26%23281%3B-wsi.htm
,wyraźnie zaznaczono także cmentarz położony bliżej rzeki Warty.
Zatem jest możliwe, że w tym czasie funkcjonowały dwa cmentarze – stary i nowy, co jest wielce prawdopodobne. W czasie budowy plebanii – wspominała o tym wydarzeniu moja mama – kopiąc fundamenty, wydobyto wielką ilość ludzkich czaszek. Ułożone w pryzmę czekały na powtórny pochówek. Jaki obszar zajmował cmentarz przykościelny trudno ustalić, ale w czasie kopania dołów pod słupy w czasie elektryfikacji wsi, po drugiej stronie dzisiejszej drogi wiodącej obok kościoła, natknięto się na płytę marmurową. Cmentarz mógł być położony koliście wokół kościoła, a droga mogła przebiegać w nieco innym miejscu. Cmentarze kiedyś nie zajmowały tyle miejsca, ile zajmują dzisiaj, gdyż mogiły znakowano tylko krzyżem, niekiedy okolono je darnią, więc ich czas liczył się tak długo, jak długo trwałą pamięć o zmarłym. Nagrobki kamienne należały raczej do rzadkości i mogli sobie na nie pozwolić tylko najzamożniejsi mieszkańcy. Nie dbano też o cmentarze w takim sensie, jak robimy to dzisiaj, gdyż ludzie mieli inne wyobrażenie o ich wyglądzie. Porządkowano groby, przyozdabiano na Wszystkich Świętych świerkiem i chryzantemami, zapalano świeczki, rzadziej znicze i w ten sposób oddawano hołd zmarłym. W pozostałe dni roku okolicznościowo oczyszczano mogiłkę z chwastów, położono niekiedy kwiaty z ogródka na znak pamięci, grabiono teren wokół grobu. 
                                              

Drugi cmentarz, położony malowniczo bliżej rzeki, otoczony był kamiennym murem od strony południowej. Tutaj tez znajdowała się główna brama i furtki wiodące na cmentarz. Reszta terenu ogrodzona była siatką, obok której rosły brzozy i inne drzewa, niektóre bardzo okazałe. Środkiem wiodła główna alejka krzyżująca się z alejką poprzeczną. Na ich przecięciu się stał krzyż, który zachowano do dnia dzisiejszego. Wzdłuż głównej alei cmentarnej usytuowane były co okazalsze nagrobki. Pamiętam pomniki moich pradziadków, które kojarzyły mi się z kamienną trumną. Takich nagrobków widziałam na cmentarzu kilka, widocznie taka była wtedy moda cmentarna. Była też wielka bryła grobu matki księdza, która została pochowana na tutejszym cmentarzu, tylko nie pamiętam jej nazwiska. Najstarsze pochówki miały miejsce w części północnej cmentarza, tej najbardziej oddalonej od wejścia i trochę zaniedbanej, a może opuszczonej, gdyż rodziny opiekujące się grobami już wymarły. Tam też znajdowały się murowane grobowce dawnych właścicieli Miłkowic, które z biegiem czasu ulegały zniszczeniu. Drewniane drzwiczki z metalowymi okuciami rozpadły się. We wnętrzu widać było szczątki trumien i szkielety ludzkie. W końcu grobowce rozebrano, a szczątki złożono w mogile. Na tej też podstawie mogę domniemywać, że okres około 70 lat, jaki dzielił wybudowanie nowego kościoła i likwidację cmentarza przykościelnego, a moją pamięcią miejsc pochówków na cmentarzu zlokalizowanym obok rzeki, nie mógł dokonać takiej dewastacji nagrobków pobudowanych z cegły i solidnie zabezpieczonych. Musiały to być pochówki wcześniejsze, tym bardziej, że fundatorzy kościoła zostali pochowani w jego podziemiach. Moja mama jeszcze pamiętała, gdy razem ze swoją mamą, oczywiście za pozwoleniem proboszcza, zeszła kiedyś do podziemnej krypty. Znajdowało się tam kilka trumien, jedna z nich z przeszklonym wiekiem, gdzie spoczywała młoda kobieta. Po wojnie, chyba w latach sześćdziesiątych XX wieku, nastąpiło włamanie do podziemi kościoła. Nie wiadomo kto i czego tam szukał, jednak trumny uległy uszkodzeniu. Zaglądaliśmy tam niekiedy przez okienka usytuowane w murze kościoła z trwogą i przerażeniem, jakie w dzieciach budziły widoczne zarysy trumien. Grobowce właścicieli Miłkowic musiały być zatem na cmentarzu wybudowane przed rokiem 1880 lub przeniesione z cmentarza przykościelnego. Może te wątpliwości rozwiać tylko dokładna mapa Miłkowic z tego okresu, lub wiarygodne zapiski.
Po prawej stronie bramy wejściowej cmentarza, w wydzielonej w tym celu kwaterze, pochowano Niemców, którzy zginęli w czasie wojny oraz ludzi, którzy nie dostąpili pogrzebu chrześcijańskiego. Z prawej strony cmentarza, ale nieco dalej w kierunku studni, która była punktem odniesienia dla poszukujących czyjegoś grobu, co nie było wcale sprawą taką prostą, szczególnie dla przybysza z zewnątrz, znajdował się grób pilota Zdzisława Mutkowskiego. Opiekę nad nim przejęły dzieci szkolne. Sama przychodziłam tam z panią Ławińską, która w ten sposób kształtowała nasze poczucie patriotyzmu i pamięci o zmarłych. Tablicę nagrobną ufundowali mieszkańcy Miłkowic.
- Stary cmentarz miał swoją niepowtarzalną atmosferę. Otoczony starym, kamiennym parkanem, zarośnięty krzewami bzu, w cieniu których przycupnęły mogiłki obsadzone kolorowymi kwiatkami, grobowce dawnych właścicieli Miłkowic i zamożniejszych mieszkańców wzdłuż głównej alejki, stary dębowy krzyż na środku cmentarza, dumnie szumiące dęby i pokorne brzozy ze spuszczonymi gałęziami wzdłuż ogrodzenia, wydzielone miejsce dla samobójców i niemieckich żołnierzy skryte z boku cmentarza, a wszystko tutaj kipiało latem zielenią i pobrzmiewało śpiewem wilg, równo obdzielających wszystkich. Było to piękne i godne miejsce spoczynku dla tych, którzy odeszli. – tak opisałam w swojej książce stary cmentarz, gdyż takim go pamiętam.

Budowa zbiornika „Jeziorsko” wymusiła likwidację tego cmentarza, którego teren w czasie spiętrzenia wody miał być zalewany.
Istotne zmiany w dziejach Miłkowic rozpoczęły się w latach sześćdziesiątych XX wieku., kiedy zbudowano tutaj pierwszą przepompownię, która tłoczyła wodę z rzeki Warty do kanału, który zasilił rzekę Teleszynę. Woda ta wykorzystywana jest przez elektrownię ,,Adamów''. Następnie zapadła decyzja o budowie zbiornika retencyjnego ,,Jeziorsko''. Wówczas zburzono malowniczo położony drewniany most na Warcie, a część wsi wraz z cmentarzem została zalana. Cmentarz przeniesiono w inne, wyżej położone miejsce.


W związku z budową zbiornika Jeziorsko, cmentarz został przeniesiony w inne, bardziej odległe miejsce (pow. 1,93 ha). Teraz znajduje się w odległości 1,5 km od kościoła.
Lokalizacja cmentarza już od początku budziła sprzeciw mieszkańców. Zawiązał się nawet komitet protestujący przeciwko takiemu położeniu miejsca pochówku mieszkańców. Prym wiódł mieszkaniec Strachocic, nazwiska niestety nie pamiętam. Protestowano słusznie, gdyż cmentarz zlokalizowano na terenie gliniastym, co było już utrudnieniem, położony miał być obok ruchliwej drogi nr 83, co utrudniało by, szczególnie starszym ludziom, dojście do cmentarza. Niestety, nie wysłuchano głosów ludności i cmentarz powstał na terenie, gdzie obecnie się znajduje. Od momentu jego powstania narastały problemy, które były do przewidzenia. Opisuje to w swoim artykule dziennikarz „Przeglądu Konińskiego”.

W 1985 roku przewieziono wszystkie szczątki ludzkie z 1252 grobów, które dały się zlokalizować, na nowe miejsce. Dla mieszkańców Miłkowic ekshumacja ciał ich bliskich, którzy spoczywali na starym cmentarzu była trudnym momentem w ich życiu. Bywało, że towarzyszyli ekipie zajmującej się odkopaniem grobów, był to jednak próg nie dla wszystkich do pokonania. Mój wujek, który koniecznie chciał uczestniczyć przy otwieraniu grobu swojego ojca, a mojego dziadka, zniósł to bardzo źle i uważał to za traumatyczne przeżycie mówiąc, że nigdy już nie chciałby w czymś takim uczestniczyć. Byli jednak tacy, którzy byli świadkami tych wydarzenia i asystowali przenoszącym szczątki ich bliskich od początku do końca.
Kiedy już uporano się na cmentarzu z obniżeniem poziomu wód gruntowych i po wykopaniu grobu nie napływała doń woda, na tym właśnie cmentarzu miejsce wiecznego spoczynku znaleźli kolejni mieszkańcy parafii Miłkowice, którzy zmarli po 1985 roku. Cmentarz powoli się zapełniał. Posadzono wokół niego drzewa, które z biegiem czasu wycięto ze względu na bezpieczeństwo żywych, a z rozmachu także drzewka posadzone wokół grobów.

Muszę sięgnąć do osobistych przeżyć z tego okresu. Mój tato pragnął, aby miejscem jego spoczynku była mogiłka z krzyżem i sosenką. Zawsze nam o tym mówił. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie może to być rozłożysta sosna, które rosną w lasach, gdyż mogła by budzić niezadowolenie innych ludzi. Wtedy jeszcze nie można było kupić sadzonek sosen karłowatych, w każdym razie nie u nas, dlatego mój brat przywiózł nasiona takiej sosny z Włoch, gdy był tam na występach muzycznych. Mama wyhodowała je w przydomowym ogródku i posadziliśmy sosenkę obok grobu taty, który nie był mogiłką, tak jak tato sobie życzył, gdyż jakoś nikt już nie miał mogiłek na cmentarzu, a nie chcieliśmy aby nas posądzono o skąpstwo lub ekscentryczność. Poszliśmy za ogólnym trendem budowy nagrobków. Przeważyła także praktyczność, gdyż taka mogiłka wymagałaby nie lada zachodów w utrzymaniu jej w porządku, a my mieszkaliśmy daleko. Sosenka jednak była, rosła rozłożycie i pięknie, zdecydowanie nie wysoko, i cieszyliśmy się, że chociaż to mogliśmy dla taty zrobić. Przysiadały na niej nawet ptaszki śpiewając radośnie! Przyszedł jednak dzień masowego exoduksu drzew z cmentarza i sosenka padła jego ofiarą. Kiedy przyjechaliśmy do Miłkowic i jak zwykle pierwsze kroki skierowaliśmy na cmentarz, widok grobu zbudził nasze zdumienie i oburzenie. Wierzchołek choinki, głęboko wycięty z drzewka, leżał obok, a kikuty gałęzi wyciągały bezradnie ramiona w naszym kierunku. Byliśmy zrozpaczeni. Sosenkę trzeba było zlikwidować. Gdybyśmy byli na miejscu, może udało by się temu jakoś zapobiec! Na jej miejsce posadziliśmy tuję, powszechnie tutaj akceptowaną, która ma się nijak do sosenki i jej swojskiego wyglądu przystającego do krajobrazu Miłkowic uwielbianego przez tatę, która przecież nie przerosła by jej, ale widocznie komuś zabrakło wyobraźni. Ma teraz tato przy swoim nagrobku, bo przecież nie mogiłce, nie sosenkę tylko wymyślną tuję, nijak nie przystającą do jego pragnienia o szumiącej swojsko sosence obok swojego grobu.
Miejmy nadzieję, że cmentarz ma już stałe miejsce i spoczywający tam nasi bliscy nie będą musieli wędrować znów na nowe miejsce.

Udostępniony fragment broszury ks. Rulki 

Cmentarz parafialny. Do około 1825 r. zmarłych chowano na cmentarzu przykościelnym (okalającym kościół). Przed 1825 r. został założony nowy cmentarz, położony w odległości około 500 m od kościoła w kierunku wschodnim, niedaleko rzeki Warty. Po powiększeniu w roku 1921 obejmował obszar 1,22 hektara. W latach osiemdziesiątych XX wieku został on zalany przez zbiornik wodny utworzony na rzece Warcie.
Nowy cmentarz (1,93 ha), choć większy od poprzedniego i położony niedaleko od kościoła (w linii prostej 300 m), okazał się być usytuowany dość niefortunnie. Najpierw okazało się, że jest tam grunt gliniasty, utrudniający kopanie mogił. Postanowiono zatem w miejscach przeznaczonych na groby zrobić wykopy i wypełnić je ziemią piaszczystą, co zajęło dwa lata. Cmentarz był gotowy w listopadzie 1983 r. i został oddany do użytku. W roku 1985, na skutek podniesienia się poziomu wód gruntowych, groby zaczęły podsiąkać wodą i trzeba było przeprowadzić meliorację terenu. Były też kłopoty z ekshumacją pochowanych na starym cmentarzu i przeniesieniem grobowców; prace te przeciągały się i powodowały zniecierpliwienie parafian. Wszystko to bulwersowało przez kilka lat miejscowa opinię. Sprawę poruszała nawet (powierzchownie) regionalna prasa. Po przezwyciężeniu wszystkich trudności cmentarz służy parafii, będąc od 1994 r. także formalnie jej własnością. Została też wystawiona na nim kaplica pogrzebowa.
Dopisek :
W 1843 r. namiestnik Królestwa Polskiego zakazał chowania zmarłych na cmentarzach przykościelnych, z wyjątkiem osób szczególnie zasłużonych.






Teren przykościelny zwany cmentarzem, okolony parkanem. Tutaj znajdował się najstarszy cmentarz.
(przed drzwiami kościoła mój tato)

Zdjęcie udostępnił Ryszard Kucharski

Pogrzeb
 
Strażacy z OSP Rzymsko na wiejskim pogrzebie jako część konduktu pogrzebowego.




Fragment mapki z 1839 roku na której wyraźnie oznaczono lokalizację cmentarza znajdującego się bliżej rzeki Warty.



Wycinek prasowy z "Przeglądu Konińskiego" opisujący przenoszenie cmentarza na nowe miejsce.
Materiał nadesłany przez ks. Kazimierza Rulkę

 


To miejsce drugiego z kolei cmentarza, zlikidowanego w związku z budową zbiornika "Jeziorsko". Na skrzyżowaniu alejek krzyż. Wycięto duże drzewa, teren zarósł krzewami. 


Droga wiodąca z kościoła do  starego cmentarza zlokalizowanego po prawej stronie drogi.




Nowy cmentarz
Zdjęcie przesłała Halina Miller z d. Konwerska




Replika Piety watykańskiej Michała Anioła znajdująca się na ołtarzu 




Wspólna mogiła
Tutaj umieszczo  szczątki z grobów, których nie dało się zidentyfikować
Zdjęcie nadesłane przez Halinę Miller z d. Konwerską



  Nowy cmentarz. Grób moich rodziców z masywem tui w tle. Sosenka została usunięta.


Cmentarz w dniu Wszystkich Świętych
Zdjęcia Mirosław Rychlewski

Zdjęcia cmentarza nocą autorstwa Mirosława Rychlewskiego


Droga krajowa nr 83 wiodąca na nowy cmentarz. Zdjęcie zrobiono w momencie, kiedy była pusta, co rzadko  się zdarza.
Mapa przedstawiająca lokalizację cmentarza obok drogi krajowej nr 83
(podkreślenia dokonano dodatkowo)


Grobonet to system umożliwiający na cmentarzach tutaj ujętych wyszukanie zmarłych osób. Należy wybrać województwo i sprawdzić, czy dany cmentarz znajduje się w wykazie.