Miłkowice woj. wielkopolskie

Recenzja ks. Kazimierza Rulki do opracowania o Miłkowicach

Opracowanie "Miłkowice w świetle źródeł historycznych"
doczekało się recenzji ks. Kazimierza Rulki
katalogi.bn.org.pl/discovery/search

Ks. Kazimierz Rulka - Dyrektor Biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego im. Księży Chodyńskich we Włocławku, obecnie na emeryturze.
Recenzja ks. Kazimierza Rulki, naukowca o bogatym dorobku pisarskim, jest dla mnie i Współtwórców strony wyrazem docenienia naszej pracy i wielkim wyróżnieniem.

Recenzja

Dzięki uprzejmości pani Lilianny Nalewajskiej Oddział Usług Informacyjnych i Szkoleń Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie tekst recenzji jest już dla nas dostępny. Dziękuję bardzo.  


Halina Studzińska, Miłkowice w świetle źródeł historycznych. Opracowanie na podstawie strony internetowej www.milkowice.pl, d. Bydgoszcz : „Zafir" 2017, [4], 301s t.: il. kolor.
   Będące przedmiotem niniejszego opracowania Miłkowice to stara miejscowość - po raz pierwszy odnotowana w 1136 r. w bulli papieża Innocentego II jako własność arcybiskupów gnieźnieńskich, potem stała się prywatną własnością szlachecką. Obecnie jest to niewielka wieś (200 mieszkańców), położona dawniej nad rzeką Wartą, a obecnie nad zbiornikiem Jeziorsko, w województwie wielkopolskim, powiecie tureckim, w gminie Dobra. Przebiegająca przez wieś droga krajowa nr 83 łączy Miłkowice z położonymi w niewielkiej odległości miasteczkami: Dobra (10 km) i Warta (14 km). Pod względem administracji kościelnej Miłkowice są siedzibą parafii św. Mikołaja, należącej do dekanatu dobrskiego w diecezji włocławskiej. 
   Specyfiką tego opracowania jest to, że powstało ono na podstawie materiałów zbieranych przez wiele lat na stronie internetowej www.milkowice.pl.tl przez Halinę Studzińską z d. Kaczmarek, dawną mieszkankę Miłkowic, obecnie emerytowaną nauczycielkę mieszkającą w Bydgoszczy. Na materiały te złożyły się źródła historyczne, opracowania i relacje nadsyłane przez szerokie grono różnych osób, uważanych przez autorkę za współtwórców strony (s. 3-5), które tym samym mają pośredni udział w powstaniu prezentowanej publikacji. Zebrane na stronie internetowej Miłkowic materiały wyznaczają także podział niniejszego opracowania. Publikacja składa się zatem - oprócz wprowadzenia (s. 1-8), bibliografii (s. 285-288) oraz zestawu artykułów i opracowań, będącego swoistym aneksem (s. 289-301) - z dziewięciu zasadniczych rozdziałów, którym nadano tytuły: Pradzieje (s. 9-18), Dwór, ludzie, wydarzenia (s. 19-88), Miłkowice - wieś z 880-letnią historią (s. 89-124), Kościół (s. 125-162), Udział w czynie zbrojnym (s. 163-196), Rzeka Warta i zbiornik Jeziorsko (s. 197-210), Znani mieszkańcy (s. 211-228), Folklor Miłkowic (t. 229-250), Miejscowości sąsiadujące z Miłkowicami (s. 251-284). Z kolei rozdziały dzielą się na punkty i podpunkty, ale w uwidoczniającym ten podział spisie treści przeoczono podać strony. 
   Autorka zwierza się, że początkowo celem jej poszukiwań było przede wszystkim odtworzenie zapomnianej historii XIX-wiecznych właścicieli Makowic, szlacheckiej rodziny Bogdańskich, którzy byli fundatorami do dziś istniejącego kościoła w Miłkowicach. Z czasem powstały nowe rozdziały opracowania dotyczące dziejów tej ziemi oraz jej mieszkańców. Nie dziwi więc, że chociaż majątek Miłkowice w ciągu wieków znajdował się w rękach także innych rodzin: Miłkowskich (od XIV do pocz. XVI w.), Mączyńskich (od XVI do XVIII w.), Borzysławskich (w XVIII w.), Lipskich (od końce XVIII do pocz. XIX w.) i Dłuskich (w pierwszej poł. XIX w.). rodzinie Bogdańskich, posiadaczom tego majątku w drugiej poł. XIX wieku, autorka poświęciła najwięcej miejsca (s. 30 do 88), w tym zaś jeden z punktów traktuje o Bogdańskich jako fundatorach kościołów w Miłkowicach (s. 72-77): kościół z muru pruskiego ufundował w 1850 r. Tomasz Bogdański, a kościół wniesiony w latach 1880-1882 powstał z fundacji Marianny z Wężyków Bogdańskiej. Autorka stara się ustalić, jak należy rozumieć źródłowy zapis, że fundatorami polichromii kościoła powstałej w latach 1909 i 1911 „byli Tomasz i Albina Bogdańscy" (s.74-75). Znaczną część publikacji poświęciła autorka kościołowi parafialnemu św. Mikołaja w Miłkowicach. Ten ufundowany Przez Mariannę z Wężyków Bogdańską, wzniesiony w latach 1880-1882, który przetrwał do naszych czasów, jest czwartym z kolei kościołem w tej parafii. Dwa pierwsze były budowlami drewnianymi i funkcjonowały: pierwszy do 1787 r., drugi w latach 1787-1849; trzeci wystawiony z muru pruskiego przetrwał tylko dwadzieścia lat (1850-1870). W przedstawieniu ich dziejów, a także dziejów parafii Miłkowice autorka posługuje się opracowaniem ks. Kazimierza Rulki na podstawie jego publikacji pt. Parafia i kościół w Miłkowicach (Miłkowice 2007), prostując jednak nieścisłości, które tam się dostały. Poza tym dodaje uzupełnienia zaczerpnięte z kroniki parafialnej. ale spisanej dopiero w 1984 r. Architekturę kościoła w Miłkowicach autorka omawia na podstawie publikacji Makarego Górzyńskiego Zabytki miasta Turku i powiatu tureckiego, t. 2, cz. 2: Architektura i sztuka sakralna (Turek 2014). Według autorki projekt kościoła wykonał Józef Chrzanowski. Poza tym dodaje uzupełnienie o Leonie Zdziarskim (1868-1937) i jego polichromii kościoła w Miłkowicach, wykonanej w prezbiterium w 1909 r., a w nawie 1911 r.; poza tym w latach 1904-1925 wykonał on polichromie w kilkunastu innych kościołach ówczesnej diecezji kujawsko-kaliskiej (s. 147-152). Dołączono też wykaz proboszczów parafii Makowice, a dwaj z nich zostali wyróżnieni przez załączenie ich życiorysów: ks. Aleksander Krzesiński, proboszcz miłkowski w latach 1935-1941, i ks. Stanisław Szewczyk, proboszcz w latach 1957-1971. 
   Omawiana publikacja nic jest opracowaniem monograficznym, ale zbiorem odpowiednio uporządkowanych materiałów do dziejów Makowic. Autorce należy się jednak wielkie uznanie za tyle zebranego materiału historycznego, w tym także wielu fotografii o wartości historycznej, które przez wydrukowanie ich w niniejszej publikacji zostały ocalone od zapomnienia. Autorka zebrała też relacje ustne różnych osób, co też należy podkreślić z dużym uznaniem.
Jako zbiór materiałów publikacja ta nic zawiera niektórych elementów, które zazwyczaj uwzględnia się w monografiach naukowych miejscowości. Brak jest właściwego wstępu czy wprowadzenia; to, co zostało nazwane Wprowadzeniem, nie zawiera informacji, które powinny się w nim znaleźć. Dla zawodowych historyków rażące są braki widoczne w bibliografii i przypisach, gdzie w opisach bibliograficznych brak nieraz podstawowych elementów, np. miejsca i roku wydania; brak także lokalizacji przy artykułach i opracowaniach zaczerpniętych z czasopism. Przy wykazie wykorzystanej prasy powinny być podane przynajmniej lata, z których roczniki zostały przebadane. W wykazie wykorzystanych źródeł z muzeów, archiwów i ksiąg hipotecznych brak jest na przykład Archiwum Diecezjalnego we Włocławku i archiwum parafii św. Mikołaja w Miłkowicach. Rzuca się w oczy brak adiustacji, która mogłaby wytropić i usunąć zbyteczne powtórzenia, oraz solidnej korekty: zauważa się sporo błędów literowych, nieprawidłowości w interpunkcji, brak jednolitości w zapisach imion i nazwisk (w tym samym tekście raz imię jest prawidłowo przed nazwiskiem, w innym obok imię po nazwisku - zob. np. s. 8 ), pisowni dużymi i małymi literami itp.
   Książka ta mogłaby być ubogacona przez opracowanie na temat życia społeczno-politycznego w Miłkowicach i okolicy (co prawda pewne elementy takiego tematu znalazły się w rozdziale Miłkowice - wieś z 880-letnią historią). Byłaby to sposobność ukazania go na przykład w okresie międzywojennym czy w powojennych latach dominowania w Polsce komunizmu, co odbijało się także w sposób ewidentny na lokalnych społecznościach. Przydałyby się indeksy, przynajmniej indeks występujących w publikacji osób. 
Autorka zdaje sobie sprawę, że zebrane przez nią materiały, choć w tak imponującym zakresie, nie są kompletne. Dlatego wyraża nadzieję, że „w przyszłości uda się tę wiedzę poszerzyć, odkryć nowe fakty, dotrzeć do nieznanych jeszcze do dokumentów, wypełnić luki i opracować pełną monografię Miłkowic". Jest to jednak nic tylko sprawa kompletności zebranych źródeł historycznych, ale takie innego podejścia metodycznego. Ale czytelnicy wolą zapewne taką publikację niż naukową monografię. Świadczy o tym życzliwe, wręcz entuzjastyczne przyjęcie przez nich, szczególnie przez obecnych lub byłych mieszkańców Miłkowic, tej książki. Przedsięwzięcie Haliny Studzińskiej, a mianowicie zbieranie materiałów do dziejów poszczególnych miejscowości także czy przede wszystkim przy pomocy Internetu, może być inspiracją dla innych amatorów regionalistów. Imponujące efekty takiej kwerendy są oczywiste, a szlaki zostały przetarte. 
Włocławek K R.
 

Od autorki opracowania „ Miłkowice w świetle źródeł historycznych” słów kilka.
Od autorki opracowania „ Miłkowice w świetle źródeł historycznych” słów kilka. 
Opracowanie „Miłkowice w świetle źródeł historycznych” to wyraz hołdu do mojej rodzinnej miejscowości. Chciałam przywrócić jej historię, która nie była znana dla ogółu mieszkańców. Zebrałam materiały i je uporządkowałam. Nie planowałam pisać monografii, co wielokrotnie podkreślałam. Jestem wdzięczna za wyrażoną opinię, wszystkie wyrazy uznania, ze strony ks. Kazimierza Rulki i docenienie ogromu pracy, jaką udało się wykonać. 
Jestem historykiem amatorem. Zbierając materiały i pisząc książkę nie miałam żadnego dofinansowania, gdyż z różnych powodów mi go nie udzielono. To bardzo ograniczało zakres moich działań. Wszystkie koszty pokrywałam z własnych funduszy, w poszukiwaniach wspomagała mnie rodzina, znajomi i sympatycy strony. Zwracałam się do różnych instytucji z prośbą o udostępnienie materiałów dotyczących Miłkowic. Na ogół spotykałam się z przychylnym przyjęciem, ale nie wszyscy deklarowali wolę współpracy, i nie zawsze były to darmowe działania. Wynikało to z form pracy danych instytucji.
Edycję tekstu zrobiłam sama przy pomocy mojej córki. Było to dla nas nowe wezwanie. Nie dysponowałam pieniędzmi, których żądano za pracę edytorską. Chodziło też o końcową cenę książki, aby nie była zbyt wygórowana. 
Starałam się uwiarygodnić przytoczone materiały tak, jak to dla mnie było możliwe. Niektóre zapisy zachowałam zgodnie z dokumentami, teraz widać, że ta gorliwość mnie pognębiła. Zdaję sobie sprawę ze wszystkich niedociągnięć i dziękuję za ich wypuklenie. Recenzja napisana przez ks. Kazimierza Rulkę jest dla mnie bardzo cenna. Traktuję ją jako wyróżnienie dla Wszystkich, którzy przyczynili się do odtworzenia historii Miłkowic.
Przytoczę tylko przykład jak wyglądają poszukiwania amatora archiwisty. W rodzinie ostatnich właścicieli Miłkowic był Tomasz(nazwę go I) mąż Marianny, fundatorki kościoła i Tomasz II, syn Stanisława właściciela Rzymska i Wilczkowa. Który z nich był fundatorem polichromii kościoła w Miłkowicach? Nie zdołałam ustalić żadnego legatu na ten cel ze strony Tomasza I. Tomasz II był zupełnie nieznany. Przez przypadek znalazłam informację o Tomaszu Bogdańskim wojskowym. Trzeba było udowodnić, że to właśnie ten Tomasz II Bogdański. Zwróciłam się z pismami do wszystkich archiwów wojskowych, jakie udało mi się namierzyć. Po długich perypetiach ustaliłam drogę wojskową i życiową Tomasza, jego ożenku, dalszych losów życiowych i miejsce spoczynku. Wiele osób i instytucji było zaangażowane w te poszukiwania.
Korzystanie z archiwów też nie jest taką prostą sprawą. Przebywanie tam dłużej niż trzy, cztery godziny nie jest dla mnie możliwe. Bolą mnie oczy, głowa, dokumenty z interesującego okresu spisane są często po rosyjsku, są trudno czytelne. Jeździłam tam najczęściej w kilka osób, aby ogarnąć jak największą ilość materiałów. Archiwa są czynne w dni powszednie, a wtedy inni ludzie też są zajęci swoją pracą zawodową. Trudno, aby dla mnie brali w nieskończoność urlopy. Oczywiście w archiwach mogą prowadzić poszukiwania pracownicy, jednak trzeba za to płacić. To, że mimo tylu przeszkód udało się udokumentować, według mnie zupełnie nieźle historię Miłkowic, to naprawdę „cud nad Wartą”!