Miłkowice woj. wielkopolskie

Wspomnienia



Bitwa nad Bzurą.


Największą bitwą podczas kampanii 1939 roku była bitwa nad Bzurą w dniach od 9 do 22 września. Dwie polskie armie „Poznań” i „Pomorze” stoczyły bitwę z 8 i 10 armią niemiecką z Grupy Armii Południe. Celem uderzenia było zmuszenie Niemców do zaprzestania pościgu za odchodzącymi do wschodniej Polski armiami polskimi.
Wspomnienia uczestników walk o Uniejów, Kutno i Łęczycę.
4 września na styku obszaru operacyjnego armii ‘Łódź” i armii „Pomorze” powstała luka długości około 30 km. Nieprzyjaciel skierował tam 30 dywizję piechoty X korpusu. Z armii „Poznań” wydzielono 25 dywizję piechoty – kaliską – i skierowano do dyspozycji armii „Łódź”. Uniejów przechodził z rąk do rąk. Wojsko polskie w Uniejowie utrzymało się krótko. Radość mieszkańców, którzy witali swoich żołnierzy na kolanach z kwiatami w ręku przekształciła się wkrótce w rozpacz. Niemcy wkroczyli do miasta powtórnie mszcząc się na mieszkańcach. Rzucano bomby fosforyzujące, palono domy, zabijano ludzi. Podczas walk o Niewiesz i Balin wojska niemieckie poniosły duże straty – 600 poległych, ze strony polskiej 24 żołnierzy - , w odwecie Niemcy spacyfikowali wsie.
Front przesuwał się na wschód w kierunku Łęczycy i Kutna.

Wspomnienia Józefa K. dowódcy drużyny piechoty, uczestnika walk, przekazane przez syna Ryszarda. 

Walki trwały nieustannie. Płaski teren nie sprzyjał obronie. Płytkie okopy nie stanowiły ochrony. Niemcy ostrzeliwali polskie umocnienia. Pióropusze ognia znaczyły zdobywane kolejno pozycje. Zmęczenie żołnierzy było tak wielkie, że wykorzystywali każdą minutę ciszy i zasypiali tam, gdzie się znaleźli; z głową na kamieniu, hełmach poległych żołnierzy, na ziemi. Walki prowadzone ze zmiennym szczęściem, zakończyły się przewagą Niemców. Rozbite polskie jednostki zaczęły wycofywać się w kierunku Warszawy ścigane niemieckim ogniem artyleryjskim. Ziemia pokryła się ciałami poległych chowanych w płytkich grobach, płonęły wsie, na porytych polach walały się wraki czołgów.

Czerwony barszczyk


Franciszek H. przez kilka lat pracował u Niemca. Koniec wojny powitał z radością. Wyruszał ze swoimi towarzyszami niedoli do Polski. Szli pieszo, niekiedy ktoś ich podwiózł, byle szybciej do swoich. Nocowali gdzie się dało, w stertach słomy, w stodołach, niekiedy ktoś ich przygarnął do domu, pozwolił pomóc w pracach w obejściu rewanżując się kawałkiem chleba, czy talerzem zupy.
Zatrzymali się właśnie w takim domu, wygłodniali, gotowi do wszelkiej pomocy, byle dostać coś do jedzenia. Gospodyni poczęstowała ich czerwonym barszczykiem z dodatkiem tłuczonych ziemniaków. Jedli z nabożeństwem każdą łyżkę zupy, dobierali ziemniaki z talerza, ciepłe i puszyste. Smak był niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. Pierwszy domowy posiłek od kilku dni. Podziękowali dobrej kobiecie i ruszyli w dalszą drogę.
Po przybyciu do domu Franciszek poprosił swoją żonę o przygotowanej takiej właśnie potrawy ciągle czując jej smak w ustach. Mimo wysiłków żony, a zupa to przecież nie jest skomplikowana potrawa, nie udało mu się już nigdy poczuć tego smaku, jakiego doświadczył kiedyś.